Od czasu niefartownej przygody z księżniczką Emilką zwany Liczyrzepą czyli Rübezahlem z wiadomych przyczyn nie przepada za tym mianem - bo kto lubi, jak mu się przypomina, że został wystrychnięty na dudka?
Bezpieczniej więc zwać go, jak bracia Czesi, Krkonošem lub Panem Janem.
Opiekuńczy Duch Sudetów, jak w Legendach o Liczyrzepie podaje Johann Musaeus, jest dumny, próżny, zmienny, dziś najserdeczniejszy przyjaciel, jutro obcy i zimny; nieraz dobroduszny, szlachetny i czuły; (...) czasem w jednej chwili miękki, a w drugiej już twardy niczym jajko, które wpada do wrzątku. Szelma i poczciwiec, uparty i uległy; zależnie od nastroju, humoru i wewnętrznego impulsu przy pierwszym spojrzeniu na każą rzecz. A Carl Hauptmann, pisarz ze Szklarskiej Poręby, dodaje że Duch Gór jest jedyny w swoim rodzaju i taki sam przez wieki. Nie potrzebuje odróżniać się od innych, bo przecież i tak w całym świecie nie ma jemu podobnych... I kwituje, że właściwie rzecz cała jest nieodgadnioną tajemnicą.
Na pocztówce, za Karkonoszem wędrującym po swojej dziedzinie, widnieje Śnieżka zwieńczona sylwetkami schroniska i kaplicy (najprawdopodobniej).
U góry kartki wiersz po niemiecku:
Er grusset Euch viel tausendmahl
Der Herr der Berge, Rubezahl!
(Pozdrawia was tysiące razy Pan Gór, Karkonosz!)
Kartka nie była w obiegu, trudno wyrokować o jej wieku. Na pewno przedwojenna, ale nie bardzo wiekowa, bo z krótkim adresem. Z tyłu nadruk, niezbyt czytelny, odcyfrować można tylko fragment Kunstverlag Max Leipelt i numer 4386.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz