wtorek, 4 sierpnia 2020

Rekonwalescenci

Nie ukrywajmy, pocztówki nie cieszą już taką popularnością jak kiedyś. Dziś nasi kochani kuracjusze i turyści ślą do rodzin i znajomych selfiaczki wykonane na tle widoczków Kudowy i okolic (nota bene - zwykle tych samych miejsc, które od zawsze gościły na pocztówkach).

Moda na wysyłanie pozdrowień okraszonych własnym wizerunkiem nie jest jednak nowa. Co to, to nie! Sto lat temu trzeba było jednak skorzystać z usług profesjonalnego fotografa. Atelier w Kudowie miało w ofercie pakiet dwa w jednym, czyli stylową pocztówkę z równie eleganckim portretem klienta.



Na tym przykładzie mamy dwóch sympatycznych rekonwalescentów w dość niedbale założonych mundurach. No cóż, w kurorcie dyscyplina ma prawo się rozluźnić, a z drugiej strony - jedną ręką niełatwo zapiąć mundur na ostatni guzik. Panowie nie wyglądają na oficerów, żeby im od razu ordynans przysługiwał. Kto wie, być może strzelili sobie wspólną fotkę, żeby zaoszczędzić, żołd można było w Bad Kudowa przepuścić na inne, nie mniej atrakcyjne sposoby. Panowie wyglądają na dobrych kumpli, zaprawionych w uzdrowiskowych rozrywkach.

Data obiegu podaje rok 1914, więc wszystko jeszcze przed nimi, a każdy urlop kiedyś się kończy. Pocztówka została nadana z Torgau nad Łabą do Dutenhofen, miasteczka w Hesji, dziś stanowiącego dzielnicę Wetlaru. Czy w miejscu znaczka napisano "Feldpost"? Być może, charakter pisma jest równie niedbały co pozy obu modeli na zdjęciu.

Wymieniona w adresie Frau na pewno ucieszyła się z takiej korespondencji. Pocztówka nosi ślad po szpilce lub pinezce, może przyczepiła ją sobie nad łóżkiem?



Pocztówka portretowa z obiegu, bez znaczka (poczta polowa?), rok 1914, krótki adres. Na rewersie nadruk Arthur Giebel, Photogr. Atelier. Bad Kudowa.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Ochrona danch osobowych? A co to? ;-)

 Tym razem pocztówka wyjątkowa, nie tylko dlatego, że bez obrazka. W zasadzie bardziej dokument, niż pocztówka. Ta międzyparafialna korespondencja zawiera ni mniej ni więcej tylko odpis aktu ślubu. W dokumencie, wysłanym zwykłą pocztą z rzymskokatolickiej parafii w Wambierzycach do kancelarii parafialnej w Nowym Wielisławiu, wyczytać można nazwiska małżonków, ich daty i miejsca urodzenia, dane dotyczące chrztu, miejsca zamieszkania, ba, nawet zawód szczęśliwego młodożeńca (murarz) i fakt, że zdążył on już pochować co najmniej jedną żonę (wdowiec).
I to wszystko otwartą odkrytką sobie poszło...
Do tego jeszcze nieuważny kancelista przekręcił nazwisko męża, całe szczęście, że zostało poprawione, inaczej mógłby być niezły pasztet.
Oj, miałby dziś ksiądz proboszcz wiele do wyjaśnienia jakby się GIODO dowiedziało...



Legalność dokumentu potwierdzona jest śliczną pieczęcią wambierzyckiej parafii (z postacią Madonny Wambierzyckiej) i podpisem proboszcza, o nazwisku najprawdopodobniej Klein*. Na adresowej stronie pocztówki, czyli na awersie, oprócz dobrze zachowanego fioletowego znaczka z wiadomym kanclerzem i wyraźnie odbitym stemplem (30.12.1943), warto zwrócić uwagę na „biznesową” pieczątkę parafii. Dowiedzieć się z niej można, że Katolicka Parafia w Wambierzycach (obwód Wrocław), sanktuarium pielgrzymkowe, posiadała nawet telefon (Radków 16) i numer pocztowego konta Giro we Wrocławiu.



*Na stronie o znanych mieszkańcach Lądka Zdroju można znaleźć notkę na temat proboszcza Kleina, bardzo ciekawej, jak się okazuje, postaci:
Robert Klein (ur. 1885 w Lądku, zm. 1963 w Hildesheim, RFN), ksiądz, dziekan, notariusz arcybiskupi. Ksiądz zamkowy hrabiowskiej rodziny Magnisów w Bożkowie, w latach 1926-45 proboszcz w Wambierzycach. Dzięki jego zaangażowaniu wykonano tu wiele prac przy bazylice, a w 1936 r. papież Pius XI nadał jej tytuł bazyliki mniejszej.
http://ladekzdroj.w.interia.pl/znani.html

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

To się nadaje do prasy!

Fotografowie zawsze cenili walory okolic Kudowy i Gór Stołowych. Nie tylko autorzy pocztówek, także fotoreporterzy prasowi chętnie uwieczniali tutejsze krajobrazy, korzystając zapewne przy okazji z możliwości połączenia pracy z wypoczynkiem w górskim kurorcie. W dzisiejszej notce zatem rzut oka na to, jak Kudowę widzieli przed laty reporterzy polskiej prasy, może niekoniecznie mainstreemowo-opiniotwórczej...

Na początek zdjęcie z gazety Głos Pracy, przedstawiające Park Zdrojowy, a dokładniej widok od wejścia do parku na sanatorium Zameczek. Warto zwrócić uwagę na to, że schody do Parku po rewitalizacji wyglądają nieco inaczej i tych pięknych kaktusów już nie ma.




Z tyłu zdjęcia zachował się gąszcz informacji, wśród nich nawet wklejony odnośny wycinek prasowy i data, a właściwie dwie daty. Komuś chyba nie spodobał się pomysł publikacji zdjęcia trzynastego, chociaż to nie był piątek.

Drugie zdjęcie, również z Głosu Pracy, pochodzi z 1965 roku. Znowu Park Zdrojowy, tym razem plac główny z budynkiem Pijalni.




Dość obszerny, jak na podpis do zdjęcia, tekst na odwrocie wychwala urodę Kudowy i jej uzdrowiskowe zalety i informuje, że: Do Kudowy przybywają kuracjusze nie tylko z kraju ale i z zagranicy.

Prawdziwość powyższego stwierdzenia dokumentuje trzecie zdjęcie, tym razem z archiwum gazety Gromada - Rolnik Polski (Wydanie Niedzielne), z 1975 roku. Na zdjęciu kuracjuszka niewątpliwie zagraniczna, na tle trzeciego obowiązkowego kudowskiego widoku - Sanatorium Polonia. Odręczny podpis na odwrocie brzmi: Wang Yen Yen z Chin. Kudowa jest piękna... 
No pewnie! :)



I nie tylko Kudowa, ale i okolice. Na ostatnim zdjęciu z tej mini kolekcji, znów z archiwum Głosu Pracy, rok 1977, dla odmiany Błędne Skały i Nasi Kochani Turyści, a w zasadzie Turystki.



Lakoniczny podpis na odwrocie: Takie skały w takich butach!
Nic dodać, nic ująć ;)


Powyższe zdjęcia pochodzą z archiwum CAF, a udało mi się je "ustrzelić" na aukcji. Zamierzam je opublikować jedynie w celu prezentacji swojej kolekcji, wszelkie prawa pozostają w gestii zainteresowanych osób (autorzy, agencje).

wtorek, 23 marca 2010

Pociąg widmo

Dzisiejszy wpis dedykowany jest pamięci zamykanej właśnie linii kolejowej Kłodzko-Kudowa Zdrój. Jedna z najładniejszych górskich linii w Polsce, dewastowana i nieremontowana od lat, doczekała swego końca w postaci decyzji PLK o wprowadzeniu "prędkości zerowej", co w praktyce oznacza całkowite ustanie ruchu. Ostatni pociąg z Kłodzka do Kudowy odjechał 3 marca o godz. 11:40. O której dotarł do stacji docelowej lepiej nie dociekać. Kolej już od dawna zapewniała na tej trasie prędkość turystyczno-krajoznawczą, po to chyba, żeby można było do syta napatrzeć się na Piekielną Dolinę, panoramę Dusznik Zdroju czy lewiński wiadukt.

Na przedwojennej pocztówce wydanej w Lipsku, a zatytułowanej Bahnstrecke Reinerz - Kudowa (linia kolejowa Duszniki - Kudowa) widnieje najbardziej charakterystyczny obiekt tej trasy - wiadukt w Lewinie. Wybudowany w 1905 roku z radkowskiego piaskowca most nad rzeką Bystrą wznosi się na 25 metrów i ma 117 metrów długości. Jego przypominająca akwedukt forma wnosi zaskakująco włoski akcent w swojski krajobraz. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, wszak wznosili go włoscy budowniczowie.



Za wiaduktem na stoku góry widać długi pociąg ciągnięty przez dwie lokomotywy. Skład wygląda jednak nieco podejrzanie. W rzeczywistości tory przebiegają nieco w innym miejscu, nie zgadza się też perspektywa. Bliższe spojrzenie wszystko wyjaśnia - to pociąg-widmo, domalowany ręką artysty.


Dziś już nie zobaczymy takiego widoku, nie tylko dlatego, że zbocza góry porosły lasem. Stuletnia historia kolei ufundowanej dzięki staraniom gospodarzy i mieszkańców hrabstwa a mającej służyć rozwojowi regionu, z powodu wieloletnich haniebnych zaniedbań dobiega teraz końca. Miejmy nadzieję, że nie na zawsze...

Szczegółowe informacje o linii Kłodzko - Kudowa, jej historii i znajdujących się na niej obiektach zaczerpnęłam z fascynującej książki "Koleją z Kłodzka do Kudowy Zdroju" Przemysława Dominasa, którą szczerze polecam wszystkim miłośnikom kłodzkich kolei.

środa, 17 marca 2010

Wambierzyce czy nie Wambierzyce?

Na pierwszy rzut oka odpowiedź na powyższe pytanie wydaje się być oczywista. Na pocztówce nieporównywalna z niczym na Ziemi Kłodzkiej bryła wambierzyckiej bazyliki dominuje nad centralnym placem. Dziś na placu Najświętszej Marii Panny stragany i budki pojawiają się tylko z okazji hucznych ostatnio odpustów, a konia prędzej zobaczyć można chyba w zoo, ale przecież pomyłki być nie może. To Wambierzyce, każdy to wie.


No cóż, jednak nie każdy... Na odwrocie pocztówki widnieje napis:  Heimatkartenserie Schlesien. Wartha, Wallfahrtskirche (Seria pocztówek ze stron rodzinnych. Śląsk. Bardo, kościół pielgrzymkowy).
Wyjątkowo brak wzmianki o wydawcy czy autorze zdjęcia, nie wiadomo więc, komu to bazylika wambierzycka pomyliła się z kościołem w Bardzie. Cóż, to sanktuarium maryjne i to sanktuarium, co za różnica ;-)

Dla porównania, podniesiona niedawno do godności bazyliki mniejszej bardecka świątynia wygląda jak na poniższym zdjęciu (znalezionym na oficjalnej stronie sanktuarium http://www.sankt_bardo.opoka.net.pl )


No po prostu nie można się nie pomylić, prawda? ;-)

wtorek, 16 marca 2010

Pamiątka z Wambierzyc

Nie tylko na dawnych pocztówkach znaleźć można okruchy historii regionu. Wambierzyce, Dolnośląska Jerozolima, popularne miejsce pielgrzymek Czechów i Niemców, a teraz Polaków, specjalizowało się zawsze w innym rodzaju pamiątek. Pątnicy chętnie nabywają pocztówki, aby wysłać je do swoich rodzin, ale ze sobą zabierają coś bardziej wyjątkowego. Święte obrazki.

Ten skromny, czarno-biały przedwojenny obrazek z napisem Andenken an Albendorf (Pamiątka z Wambierzyc) nosi ślady intensywnego używania. Może nie był więc tylko pielgrzymkowym trofeum do kolekcji, z cyklu "byłem, widziałem"? Zwłaszcza, że na rewersie wydrukowana jest żarliwa modlitwa do Matki Wspomożycielki.


Na obrazku, nad wizerunkiem bazyliki, Matka Boska Wambierzycka w strojnej sukience, obwieszona wotami.

Poniżej współczesna pamiątka z uroczystości ogłoszenia Wambierzyckiej Królowej Rodzin patronką Ziemi Kłodzkiej. Obrazek, mimo, że kolorowy, wydaje się jednak skromniejszy od poprzednika. Skromnie przedstawiona jest też figurka Matki Boskiej, tym razem bez żadnych ozdób. Warto jej się przyjrzeć, bo w Wambierzycach prawie na pewno będzie to niemożliwe. W ołtarzu bazyliki maleńka figurka ginie wśród barokowego przepychu i tylko z okazji wielkich uroczystości wystawiana jest bliżej wiernych, do adoracji.

środa, 3 marca 2010

Secesyjne chabry

Dość niepozorna, wydawałoby się, pocztówka z przełomu wieków, wydana przez Antona Willemsa. Pod błękitnymi chabrami (typowy dla tego okresu motyw roślinny) niewielkie, czarno-białe zdjęcie przedstawiające drewniany budynek mieszczący źródło Eugenquelle. Już niedługo miał on zostać zastąpiony obecną elegancką Pijalnią, a mieszczące się w niej ujęcia wód nazywają się dzisiaj Moniuszko i Śniadecki.
Ponieważ jest to pocztówka z czasów tzw długiego adresu, wokół obrazka pozostawiono dużo miejsca na korespondencję, które jak widać zostało skrupulatnie wykorzystane przez nadawcę.
Ciekawy jest też napis Gruss aus Bad Cudowa, nie tylko ze względu na stylową czcionkę. "Słownik geografii turystycznej Sudetów" podaje, że już od 1880 roku w źródłach spotykana jest bardziej współczesna forma Bad Kudowa. Tymczasem na wielu pocztówkach z przełomu stuleci zobaczyć można wersję Bad Cudowa.

 

 


Nie mniej interesujący jest rewers pocztówki. Nad wspomnianym długim adresem napis Postkarte, znów elegancką, secesyjną czcionką. Doskonale zachował się znaczek z Germanią i stempel, a w zasadzie oba stemple. Wyczytać z nich można zaskakujący fakt, że kudowska pocztówka wysłana została z... Berlina, 28.6.1900 roku. Do miejsca docelowego, czyli do Gdańska, dotarła już dnia następnego - duże brawa dla panów z Reichspost, dziś list z Berlina  do Warszawy idzie minimum trzy dni. To tyle w temacie postępu... ;-)