czwartek, 5 sierpnia 2010

Ochrona danch osobowych? A co to? ;-)

 Tym razem pocztówka wyjątkowa, nie tylko dlatego, że bez obrazka. W zasadzie bardziej dokument, niż pocztówka. Ta międzyparafialna korespondencja zawiera ni mniej ni więcej tylko odpis aktu ślubu. W dokumencie, wysłanym zwykłą pocztą z rzymskokatolickiej parafii w Wambierzycach do kancelarii parafialnej w Nowym Wielisławiu, wyczytać można nazwiska małżonków, ich daty i miejsca urodzenia, dane dotyczące chrztu, miejsca zamieszkania, ba, nawet zawód szczęśliwego młodożeńca (murarz) i fakt, że zdążył on już pochować co najmniej jedną żonę (wdowiec).
I to wszystko otwartą odkrytką sobie poszło...
Do tego jeszcze nieuważny kancelista przekręcił nazwisko męża, całe szczęście, że zostało poprawione, inaczej mógłby być niezły pasztet.
Oj, miałby dziś ksiądz proboszcz wiele do wyjaśnienia jakby się GIODO dowiedziało...



Legalność dokumentu potwierdzona jest śliczną pieczęcią wambierzyckiej parafii (z postacią Madonny Wambierzyckiej) i podpisem proboszcza, o nazwisku najprawdopodobniej Klein*. Na adresowej stronie pocztówki, czyli na awersie, oprócz dobrze zachowanego fioletowego znaczka z wiadomym kanclerzem i wyraźnie odbitym stemplem (30.12.1943), warto zwrócić uwagę na „biznesową” pieczątkę parafii. Dowiedzieć się z niej można, że Katolicka Parafia w Wambierzycach (obwód Wrocław), sanktuarium pielgrzymkowe, posiadała nawet telefon (Radków 16) i numer pocztowego konta Giro we Wrocławiu.



*Na stronie o znanych mieszkańcach Lądka Zdroju można znaleźć notkę na temat proboszcza Kleina, bardzo ciekawej, jak się okazuje, postaci:
Robert Klein (ur. 1885 w Lądku, zm. 1963 w Hildesheim, RFN), ksiądz, dziekan, notariusz arcybiskupi. Ksiądz zamkowy hrabiowskiej rodziny Magnisów w Bożkowie, w latach 1926-45 proboszcz w Wambierzycach. Dzięki jego zaangażowaniu wykonano tu wiele prac przy bazylice, a w 1936 r. papież Pius XI nadał jej tytuł bazyliki mniejszej.
http://ladekzdroj.w.interia.pl/znani.html

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

To się nadaje do prasy!

Fotografowie zawsze cenili walory okolic Kudowy i Gór Stołowych. Nie tylko autorzy pocztówek, także fotoreporterzy prasowi chętnie uwieczniali tutejsze krajobrazy, korzystając zapewne przy okazji z możliwości połączenia pracy z wypoczynkiem w górskim kurorcie. W dzisiejszej notce zatem rzut oka na to, jak Kudowę widzieli przed laty reporterzy polskiej prasy, może niekoniecznie mainstreemowo-opiniotwórczej...

Na początek zdjęcie z gazety Głos Pracy, przedstawiające Park Zdrojowy, a dokładniej widok od wejścia do parku na sanatorium Zameczek. Warto zwrócić uwagę na to, że schody do Parku po rewitalizacji wyglądają nieco inaczej i tych pięknych kaktusów już nie ma.




Z tyłu zdjęcia zachował się gąszcz informacji, wśród nich nawet wklejony odnośny wycinek prasowy i data, a właściwie dwie daty. Komuś chyba nie spodobał się pomysł publikacji zdjęcia trzynastego, chociaż to nie był piątek.

Drugie zdjęcie, również z Głosu Pracy, pochodzi z 1965 roku. Znowu Park Zdrojowy, tym razem plac główny z budynkiem Pijalni.




Dość obszerny, jak na podpis do zdjęcia, tekst na odwrocie wychwala urodę Kudowy i jej uzdrowiskowe zalety i informuje, że: Do Kudowy przybywają kuracjusze nie tylko z kraju ale i z zagranicy.

Prawdziwość powyższego stwierdzenia dokumentuje trzecie zdjęcie, tym razem z archiwum gazety Gromada - Rolnik Polski (Wydanie Niedzielne), z 1975 roku. Na zdjęciu kuracjuszka niewątpliwie zagraniczna, na tle trzeciego obowiązkowego kudowskiego widoku - Sanatorium Polonia. Odręczny podpis na odwrocie brzmi: Wang Yen Yen z Chin. Kudowa jest piękna... 
No pewnie! :)



I nie tylko Kudowa, ale i okolice. Na ostatnim zdjęciu z tej mini kolekcji, znów z archiwum Głosu Pracy, rok 1977, dla odmiany Błędne Skały i Nasi Kochani Turyści, a w zasadzie Turystki.



Lakoniczny podpis na odwrocie: Takie skały w takich butach!
Nic dodać, nic ująć ;)


Powyższe zdjęcia pochodzą z archiwum CAF, a udało mi się je "ustrzelić" na aukcji. Zamierzam je opublikować jedynie w celu prezentacji swojej kolekcji, wszelkie prawa pozostają w gestii zainteresowanych osób (autorzy, agencje).

wtorek, 23 marca 2010

Pociąg widmo

Dzisiejszy wpis dedykowany jest pamięci zamykanej właśnie linii kolejowej Kłodzko-Kudowa Zdrój. Jedna z najładniejszych górskich linii w Polsce, dewastowana i nieremontowana od lat, doczekała swego końca w postaci decyzji PLK o wprowadzeniu "prędkości zerowej", co w praktyce oznacza całkowite ustanie ruchu. Ostatni pociąg z Kłodzka do Kudowy odjechał 3 marca o godz. 11:40. O której dotarł do stacji docelowej lepiej nie dociekać. Kolej już od dawna zapewniała na tej trasie prędkość turystyczno-krajoznawczą, po to chyba, żeby można było do syta napatrzeć się na Piekielną Dolinę, panoramę Dusznik Zdroju czy lewiński wiadukt.

Na przedwojennej pocztówce wydanej w Lipsku, a zatytułowanej Bahnstrecke Reinerz - Kudowa (linia kolejowa Duszniki - Kudowa) widnieje najbardziej charakterystyczny obiekt tej trasy - wiadukt w Lewinie. Wybudowany w 1905 roku z radkowskiego piaskowca most nad rzeką Bystrą wznosi się na 25 metrów i ma 117 metrów długości. Jego przypominająca akwedukt forma wnosi zaskakująco włoski akcent w swojski krajobraz. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, wszak wznosili go włoscy budowniczowie.



Za wiaduktem na stoku góry widać długi pociąg ciągnięty przez dwie lokomotywy. Skład wygląda jednak nieco podejrzanie. W rzeczywistości tory przebiegają nieco w innym miejscu, nie zgadza się też perspektywa. Bliższe spojrzenie wszystko wyjaśnia - to pociąg-widmo, domalowany ręką artysty.


Dziś już nie zobaczymy takiego widoku, nie tylko dlatego, że zbocza góry porosły lasem. Stuletnia historia kolei ufundowanej dzięki staraniom gospodarzy i mieszkańców hrabstwa a mającej służyć rozwojowi regionu, z powodu wieloletnich haniebnych zaniedbań dobiega teraz końca. Miejmy nadzieję, że nie na zawsze...

Szczegółowe informacje o linii Kłodzko - Kudowa, jej historii i znajdujących się na niej obiektach zaczerpnęłam z fascynującej książki "Koleją z Kłodzka do Kudowy Zdroju" Przemysława Dominasa, którą szczerze polecam wszystkim miłośnikom kłodzkich kolei.

środa, 17 marca 2010

Wambierzyce czy nie Wambierzyce?

Na pierwszy rzut oka odpowiedź na powyższe pytanie wydaje się być oczywista. Na pocztówce nieporównywalna z niczym na Ziemi Kłodzkiej bryła wambierzyckiej bazyliki dominuje nad centralnym placem. Dziś na placu Najświętszej Marii Panny stragany i budki pojawiają się tylko z okazji hucznych ostatnio odpustów, a konia prędzej zobaczyć można chyba w zoo, ale przecież pomyłki być nie może. To Wambierzyce, każdy to wie.


No cóż, jednak nie każdy... Na odwrocie pocztówki widnieje napis:  Heimatkartenserie Schlesien. Wartha, Wallfahrtskirche (Seria pocztówek ze stron rodzinnych. Śląsk. Bardo, kościół pielgrzymkowy).
Wyjątkowo brak wzmianki o wydawcy czy autorze zdjęcia, nie wiadomo więc, komu to bazylika wambierzycka pomyliła się z kościołem w Bardzie. Cóż, to sanktuarium maryjne i to sanktuarium, co za różnica ;-)

Dla porównania, podniesiona niedawno do godności bazyliki mniejszej bardecka świątynia wygląda jak na poniższym zdjęciu (znalezionym na oficjalnej stronie sanktuarium http://www.sankt_bardo.opoka.net.pl )


No po prostu nie można się nie pomylić, prawda? ;-)

wtorek, 16 marca 2010

Pamiątka z Wambierzyc

Nie tylko na dawnych pocztówkach znaleźć można okruchy historii regionu. Wambierzyce, Dolnośląska Jerozolima, popularne miejsce pielgrzymek Czechów i Niemców, a teraz Polaków, specjalizowało się zawsze w innym rodzaju pamiątek. Pątnicy chętnie nabywają pocztówki, aby wysłać je do swoich rodzin, ale ze sobą zabierają coś bardziej wyjątkowego. Święte obrazki.

Ten skromny, czarno-biały przedwojenny obrazek z napisem Andenken an Albendorf (Pamiątka z Wambierzyc) nosi ślady intensywnego używania. Może nie był więc tylko pielgrzymkowym trofeum do kolekcji, z cyklu "byłem, widziałem"? Zwłaszcza, że na rewersie wydrukowana jest żarliwa modlitwa do Matki Wspomożycielki.


Na obrazku, nad wizerunkiem bazyliki, Matka Boska Wambierzycka w strojnej sukience, obwieszona wotami.

Poniżej współczesna pamiątka z uroczystości ogłoszenia Wambierzyckiej Królowej Rodzin patronką Ziemi Kłodzkiej. Obrazek, mimo, że kolorowy, wydaje się jednak skromniejszy od poprzednika. Skromnie przedstawiona jest też figurka Matki Boskiej, tym razem bez żadnych ozdób. Warto jej się przyjrzeć, bo w Wambierzycach prawie na pewno będzie to niemożliwe. W ołtarzu bazyliki maleńka figurka ginie wśród barokowego przepychu i tylko z okazji wielkich uroczystości wystawiana jest bliżej wiernych, do adoracji.

środa, 3 marca 2010

Secesyjne chabry

Dość niepozorna, wydawałoby się, pocztówka z przełomu wieków, wydana przez Antona Willemsa. Pod błękitnymi chabrami (typowy dla tego okresu motyw roślinny) niewielkie, czarno-białe zdjęcie przedstawiające drewniany budynek mieszczący źródło Eugenquelle. Już niedługo miał on zostać zastąpiony obecną elegancką Pijalnią, a mieszczące się w niej ujęcia wód nazywają się dzisiaj Moniuszko i Śniadecki.
Ponieważ jest to pocztówka z czasów tzw długiego adresu, wokół obrazka pozostawiono dużo miejsca na korespondencję, które jak widać zostało skrupulatnie wykorzystane przez nadawcę.
Ciekawy jest też napis Gruss aus Bad Cudowa, nie tylko ze względu na stylową czcionkę. "Słownik geografii turystycznej Sudetów" podaje, że już od 1880 roku w źródłach spotykana jest bardziej współczesna forma Bad Kudowa. Tymczasem na wielu pocztówkach z przełomu stuleci zobaczyć można wersję Bad Cudowa.

 

 


Nie mniej interesujący jest rewers pocztówki. Nad wspomnianym długim adresem napis Postkarte, znów elegancką, secesyjną czcionką. Doskonale zachował się znaczek z Germanią i stempel, a w zasadzie oba stemple. Wyczytać z nich można zaskakujący fakt, że kudowska pocztówka wysłana została z... Berlina, 28.6.1900 roku. Do miejsca docelowego, czyli do Gdańska, dotarła już dnia następnego - duże brawa dla panów z Reichspost, dziś list z Berlina  do Warszawy idzie minimum trzy dni. To tyle w temacie postępu... ;-)

niedziela, 28 lutego 2010

W parku na ławeczce

Tym razem najnowszy nabytek z licytacji - Gruss aus Bad Kudowa, kolorowa litografia przedstawiająca kuracjuszy relaksujących się w Parku Zdrojowym.

 

  

Kuracjusze siedzą przy kawiarnianych stolikach w miejscu, gdzie i dziś wypocząć można w kawiarnianym ogródku. W tle dość niedawno wybudowany (1906r.) Charlottenbad, dziś Zakład Przyrodoleczniczy, czyli Łazienki Stare, bliżej Moorbad (budynek kąpieli borowinowych), dziś mieści się tu między innymi kawiarnia. Na pierwszym planie agawy, czyli egzotyczna roślinność, z której Kudowa słynie do dzisiaj.
     Brak na obrazku Muszli Koncertowej, której drewniana poprzedniczka stała w owym czasie w innym miejscu. Nie ma też oczywiście szachownic, przyciągających w to miejsce nie tylko miłośników sportowej rozgrywki, ale też licznych chętnych do zrobienia sobie zdjęcia w towarzystwie hetmana czy gońca.
    Pocztówka jest z obiegu, niestety bez znaczka, datowana przez nadawcę na 4.8.1910. Wysłana z Bad Reinerz, czyli z Dusznik Zdroju, wypisana pięknym, równym pismem, które dziś trudno odcyfrować. Może to i dobrze, w ten sposób nie naruszymy tajemnicy korespondencji sprzed stu lat...
    

poniedziałek, 22 lutego 2010

Znowu zaskoczyło drogowców...

Na stylowej mozaice zima w pełnej krasie. Stan utrzymania dróg zupełnie jak dwa tygodnie temu, kiedy miałam okazję wybrać się do Karłowa. Tylko wóz trochę inny ;)

 

Kolejna pocztówka bez obiegu, trudno jednak nie zauważyć, że pochodzi z czasów, kiedy szczytem marzeń był własny trabant (najprawdopodobniej 1978r). Na zdjęciach, zgodnie z opisem na odwrocie: Droga Stu Zakrętów z Kudowy do Radkowa, Sanatorium "Zameczek", Park Zdrojowy. Wydawcą jest KAW, autorem zdjęć J.Tymiński. Nakład 40 000 egzemplarzy, cena zł 4,30 + 20gr na NFOZ.

Zaś Droga Stu Zakrętów zimą AD 2010 przez szybę samochodu wygląda tak:

sobota, 20 lutego 2010

Zima trzyma

Tegoroczna zima nie żartuje i nie żałuje nam atrakcji w postaci śniegu i mrozu. Jak widać na dzisiejszej pocztówce, nie jest to nic nowego i przed stu laty warunki narciarskie na drogach były równie dobre, co dzisiaj.

 

Bad Kudowa Am Kurplatz - Kudowa Zdrój, na placu zdrojowym.
Konne sanie wiozące turystów stoją prawie w tym samym miejscu co dzisiejsze autokary zabierające kuracjuszy na wycieczki do Skalnych miast czy Pragi - przed sanatorium Polonia (dawny Kurhotel Furstenhof). Na dole, w Parku Zdrojowym, widać fragment sanatorium Zameczek (Schloss), a na Górze Parkowej (Schlossberg), jeśli dobrze się przyjrzeć, można zauważyć Altanę Miłości (Liebeslaube), której dziś już nie sposób zobaczyć.
Z ciekawostek warto zauważyć, że czasami najtrwalsze okazują się rzeczy tak drobne, że zwykle nie zwracamy na nie uwagi. Nie ma już sań wożących turystów po Kudowie, ale prawie w tym samym miejscu, przy schodach prowadzących do parku, nadal stoi tablica ogłoszeniowa...

Pocztówka nie była w obiegu, nie wiadomo zatem z którego jest roku. Z tyłu nadruk: Photographie und Verlag Geyer & Co.  Breslau (Fotografia i wydawnictwo Geyer i spółka, Wrocław). W miejscu przeznaczonym na znaczek stylizowany napis głosi: Echte Photographie (prawdziwa fotografia).

czwartek, 18 lutego 2010

Dominus Johannes

Kolejna pocztówka również nie ukaże nam oblicza starej Kudowy, ale skoro wyruszyliśmy w podróż w czasie i sudeckiej przestrzeni, nie sposób nie zacząć od złożenia wyrazów uszanowania Duchowi Gór.
Od czasu niefartownej przygody z księżniczką Emilką zwany Liczyrzepą czyli Rübezahlem z wiadomych przyczyn nie przepada za tym mianem - bo kto lubi, jak mu się przypomina, że został wystrychnięty na dudka?
Bezpieczniej więc zwać go, jak bracia Czesi, Krkonošem lub Panem Janem.

Opiekuńczy Duch Sudetów, jak w Legendach o Liczyrzepie podaje Johann Musaeus, jest dumny, próżny, zmienny, dziś najserdeczniejszy przyjaciel, jutro obcy i zimny; nieraz dobroduszny, szlachetny i czuły; (...) czasem w jednej chwili miękki, a w drugiej już twardy niczym jajko, które wpada do wrzątku. Szelma i poczciwiec, uparty i uległy; zależnie od nastroju, humoru i wewnętrznego impulsu przy pierwszym spojrzeniu na każą rzecz. A Carl Hauptmann, pisarz ze Szklarskiej Poręby, dodaje że Duch Gór jest jedyny w swoim rodzaju i taki sam przez wieki. Nie potrzebuje odróżniać się od innych, bo przecież i tak w całym świecie nie ma jemu podobnych... I kwituje, że właściwie rzecz cała jest nieodgadnioną tajemnicą.

 

Na pocztówce, za Karkonoszem wędrującym po swojej dziedzinie, widnieje Śnieżka zwieńczona sylwetkami schroniska i kaplicy (najprawdopodobniej). 
U góry kartki wiersz po niemiecku:

Er grusset Euch viel tausendmahl
Der Herr der Berge, Rubezahl!

(Pozdrawia was tysiące razy Pan Gór, Karkonosz!)

Kartka nie była w obiegu, trudno wyrokować o jej wieku. Na pewno przedwojenna, ale nie bardzo wiekowa, bo z krótkim adresem. Z tyłu nadruk, niezbyt czytelny, odcyfrować można tylko fragment Kunstverlag Max Leipelt i numer 4386.

W drogę!

W drogę zatem, razem z wędrowcem z pierwszej pocztówki.


Pocztówka z niespodzianką, pod klapką plecaka kryje się leporello z kolekcją miniaturowych, czarnobiałych widoczków z Kudowy i okolic. Wierszyk po niemiecku głosi:

In dem Rucksack voll versteckt
Trage ich, was freude weckt
Schau hinein, welch ein genuss
Aus Bad Kudowa ist's ein Ansichtsgruss.

(W plecaku schowane niosę coś, co budzi radość. Zajrzyj do środka, cóż za frajda, pozdrowienia z Kudowy).

I budowli w tle i szarotek z plecaka próżno szukać w okolicach Kudowy. To, i dodrukowana nazwa miejscowości wskazują, że oryginalna pocztówka mogła zostać użyta, po uzupełnieniu detali, w dowolnym górskim kurorcie.
Pocztówka nie nosi śladów obiegu, po zdjęciach w leporello (drewniany budynek pijalni) i krótkim adresie można domniemywać, że wydana została po 1905 roku ale przed postawieniem nowej pijalni (lata trzydzieste).
Na odwrocie nadruk M. Zeigan Bad Kudowa